Dla chorych na IBS: nie traćcie nadzie(j)i!

Nadeszła pora na sporządzenie małej notatki dotyczącej zespołu jelita drażliwego (IBS) do której skłoniły mnie dwie, bardzo dobre wiadomości. Źródłem tych wiadomości jest pewien aktywny Forumowicz z  chorejelita.pl, który na bieżąco śledzi medyczne nowinki i się nimi dzieli z chorymi. Chciałem go zatem z tego miejsca pozdrowić 🙂

Jak tytuł wpisu głosi, dla chorych na IBS pojawiły się dwie nowości. Pierwsza z nich to oficjalne badanie mające na celu wykrywanie biomarkerów świadczących o chorobie. Oznacza to mniej więcej tyle, że znaleziono czynniki, które z wysoką czułością wskazują na istnienie zespołu jelita drażliwego i co ważne, nie są to urojenia tylko czysta chemia. Jeszcze minie trochę czasu zanim wiedza o tym badaniu się rozpropaguje ale to bardzo dobry znak, że coś się dzieje. Po więcej informacji zainteresowanych odsyłam do tematu na forum: link.

Drugą sprawą, którą chciałem poruszyć jest fakt, że zakończyły się badania leku na IBS w postaci biegunkowej. Po informacje odsyłam tutaj: link. Lek nosi nazwę Viberzi. Jest to opioid, którego zadaniem jest spowalnianie perystaltyki jelit i łagodzenie bólu. Myślę, że jest to duży krok w przód i szansa na skuteczne zlikwidowanie objawów IBS.

To byłoby na tyle, póki co. Miejmy nadzieję, że niebawem napłyną do nas kolejne pozytywne informacje i powoli sytuacja zacznie przybierać nieco bardziej optymistyczne barwy, bez „bulu” i w nadzie(j)i na lepsze życie!

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

O WSZYSTKIM I O NICZYM #2

Jak można łatwo zauważyć, blog zmienił swoją skórę. Doszedłem do wniosku, że trzeba coś odświeżyć. Zamierzam trochę bardziej się przyłożyć do jego prowadzenia. Mam nadzieję, że skórka nie odrzuca 😉 Miała być inna ale miałem jakieś dziwne problemy z instalacją spolszczenia dlatego temat olałem 😉 Byłoby mi bardzo miło gdybym mógł liczyć na jakieś sprzężenie zwrotne od Czytelników 🙂

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Zdrowotny update

Wypada kolejny raz wyspowiadać się z małych zmian związanych z wędrówką ku zdrowiu. Nie ma ich za wiele ale może tym razem uda się coś zdziałać… ; )

Otóż naczytałem się przeróżnej maści publikacji, które jednoznacznie wskazują pozytywne działanie boswelli na wszelakie zapalenia. Zakupiłem zatem i od tygodnia konsumuję 3×400 mg ekstraktu z boswelli. Póki co efektów zbyt wielu nie ma… Zobaczymy dalej.

Biorąc pod uwagę to, że badanie (na które jeszcze się oczywiście nie zapisałem) sigmoidoskopowe w szpitalu czeka mnie dopiero w okolicach września, postanowiłem, że do tego czasu poratuję się lekami, które zostały mi z poprzednich kuracji. Mam na myśli Debretin i Spasmolinę/Meteospasmyl. Obydwa leki stosuję 3 razy po jednej tabletce od jakiegoś tygodnia ale też żadnych fajerwerków nie widzę. Ważniejsze jest to, że doszedłem do tego, że pół tabletki lub czasem cała tabletka loperamidu hamuje mi nieco brzuch przez co lepiej się nieco czuję. Dopóki oczywiście nie nastąpi lawina… Tak więc żyję sobie i żrę loperamid parafrazując pewnego Pana z Muchą.

W tym tygodniu odebrałem również pewną dosyć istotną paczkę. Paczkę z pewnym „lekiem”, który mam zamiar niebawem testować.

A i jeszcze ważna rzecz. Przeglądając moje wyniki i badania zauważyłem, że faktycznie brakuje do kolekcji jednego – w kierunku c.diff. Niedawno na forum J-elity pojawił się wątek chłopaka w podobnym do mojego wieku, którego objawy w sporej części pokrywały się z moimi… Okazało się, że ma clostridium, które chyba nauczyło się prowadzić wojnę podjazdową. Zazwyczaj c.diff daje charakterystyczne objawy i przebieg choroby przy czym gdzieś spotkałem się ze stwierdzeniem, że dotyczy to 90% pacjentów… A co z pozostałymi? W każdym razie czeka mnie jeszcze niebawem badanie antygenu GDH.

I to byłoby chyba na tyle. Brzuch napiernicza nadal. Niestety ostatnio mocno grzeszę dietą więc może powinienem mieć pretensje głównie do siebie, a nie do matki natury…

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

O wszystkim i o niczym #1

Pora na małą aktualizację. Niestety żadnych przełomowych wieści z mojej strony nie będzie dlatego polecam ominąć niniejszy post wszystkim, którzy szanują swój czas 😉

Mały dopisek chciałbym dorzucić do ostatniego posta dotyczącego stosowania marihuany w leczeniu przeróżnych chorób. Trafiłem na ten oto wywiad: link. Normalnie krew się we mnie gotuje i na biegunkę się zbiera kiedy uświadamiam sobie, że banda ignorantów ma prawo wsadzać sądzić ludzi, którzy szukają ostatniego tchnienia nadziei walce z chorobą. Z reguły nikomu źle nie życzę ale mam nadzieję, że każdy, kto jest zwolennikiem siłowego wymuszania na innych co mają jeść, pić czy palić trafi kiedyś na stół operacyjny i zabieg wycięcia jakiegoś narządu zostanie przeprowadzony bez znieczulenia bo przecież do „odcięcia” człowieka od świata stosuje się substancje, które mogą mieć poważne skutki uboczne i należą do grupy środków, które uzależniają! Oczywiście nie ma co popadać w skrajności, marihuana nie jest cudownym lekiem na zło całego świata ale kuriozalne jest to, że za trawę człowiek może trafić do więziennej celi, okupowanej do tej pory przez gwałcicieli czy morderców.

Wróciłem do mojego „starego” lekarza. Ostatni raz widziałem się z nim jakieś 2 lata temu, kiedy jeszcze studiowałem. Wkleił mi wtedy Encorton, którego oczywiście nie wziąłem, bo bardzo niegrzeczny ze mnie pacjent 😀 W każdym razie, niedawna wizyta trwała może z 10 minut. Dostałem instrukcję zdobycia skierowania na sigmoidoskopię (no tak, dawno nie miałem rurki w tyłku), bo on nie chce zgadywać tego, co w jelitach teraz siedzi. Skierowanie na badanie już mam, jutro lub pojutrze czeka mnie podróż do szpitala z nadzieją, że termin badania ustalony zostanie jeszcze w tej dekadzie. Docent poinformował mnie również, że w moim przypadku nie ma mowy o IBSie. A no i na wieść o tym, że pakowano we mnie jakieś chemiczne, psychiatryczne cuda zaśmiał się pod nosem i powiedział, że ja mam brzuch chory a nie głowę. Cóż, przynajmniej coś się dzieje chociaż już nie mam żadnych nadziei na poprawę sytuacji.

Zdarzyły się niedawno nawet lepsze dni, kiedy brzuch tylko sporadycznie dokuczał. Co ciekawe, odstawienie gotowanego mięsa spowodowało, że czułem (bo niestety idylla szybko się skończyła) się lepiej. Może to sygnał, że należy przejść na dietę wegetariańską? Na samą myśl, że można nie jeść mięsa dostaję ciarek 😀 Miałem nawet przez chwile jakieś dziwne wizje co bym zrobił gdybym nagle wyzdrowiał…

Pociesza mnie jedynie myśl, że zawsze jeszcze zostaje trzymetrowy sznur i niezawodny supełek z pętelką. Życia po śmierci nie ma więc razem z ostatnim oddechem znika problem sraczki, przynajmniej dla samego zainteresowanego 🙂

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Marihuana z perspektywy IBSowca

Dzisiejszym wpisem chciałbym poruszyć pewną kwestię, która za sprawą ostatnich, dosyć głośnych wydarzeń (link) kolejny raz wyszła na wierzch. Temat o tyle ciekawy, że w ustach szczególnie osób chorych (chociażby na SM) przewija się już od dosyć dawna i regularnie spotyka się z kompletnym betonem i kolejny raz tonie w morzu „nieistotnych” spraw. Medycznemu wykorzystaniu marihuany przyglądam się bacznie ale coraz mniejszą przejawiam nadzieję, że dożyję chwili, kiedy ludzie zaczną rozsądnie czerpać korzyści z natury, która często sama podrzuca dobre rozwiązania pewnych problemów…

Wyrobiłem sobie od niedawna bardzo brzydki nawyk przeglądania zasobów YT przed snem. Z racji, iż od jakiegoś czasu zacząłem się nieco intensywniej interesować tym co dzieje się w kraju, regularnie oglądam program Tak czy nie. W ten sposób, pewnej pięknej nocy obejrzałem odcinek z udziałem dwóch panów Andrzejów, Dery i Dołeckiego. Polecam obejrzeć: link. Ostrzegam jednak, że to materiał dla ludzi o mocnych nerwach bo każdy, kto ma więcej niż 80 IQ poczuje się urażony tym, że „elitę” państwa polskiego tworzą ludzie pokroju pana Dery.

O tym, że marihuana nie zabija, wiadomo nie od dziś. Badania i publikacje naukowe zdążyły już dawno „zaorać” powtarzane od wielu lat brednie, że kto zapali trawkę ten umrze jak karykaturalny ćpun. Każdy, kto choć trochę interesuje się tematem wie, że powszechnie dostępne używki jak alkohol czy papierosy są pod wieloma względami dużo bardziej niebezpieczne. Nie chcę jednak wybielać marihuany i obwieszczać całemu światu, że to cudowna substancja, która ratuje życie. Jak wiadomo, różnica między lekarstwem a trucizną zazwyczaj sprowadza się do dawki. Stosowane powszechnie w medycynie leki na bazie opiatów czy benzodiazepin też są niebezpieczne ale jednak człowiek dostrzegł w nich walory, które przewyższają potencjalne szkody. Czemu zatem nie postąpić podobnie z innych substancjami, które dzisiaj powszechnie uznaje się za narkotyki? Mam na myśli nie tylko marihuanę ale również LSD. Czemu państwa tak bronią powszechnego wykorzystania tych substancji w celach medycznych? Jestem święcie przekonany, że są na świecie naukowcy, którzy podjęliby się rzetelnego przebadania tych substancji tak, żeby możliwe było ich bezpieczne wykorzystanie w medycynie. Najpewniej skutkowałoby to wejściem na rynek nowych leków, które pomogłyby wielu chorym. Przeraża mnie sama myśl, kiedy próbuję wyobrazić sobie ile potencjalnych leków i sposób na poprawę życia chorych zaprzepaszczono tylko z powodu idiotycznych przekonań.

Pan Dera w sumie nie jest niczemu winien. Śpiewa tak jak mu każą jego władcy. Gorzej, że jego zdanie podziela (zaryzykuję takie stwierdzenie) zdecydowana większość społeczeństwa, która nie rozumie, że arbitralnie blokując wszelkie inicjatywy mogące dostarczyć chorym kolejnej nadziei, robi im najzwyczajniej w świecie krzywdę. A wszystko argumentowane w sposób: „nie, bo nie”.

Już pomijam kwestię tego, w jaki sposób traktowani są ludzie, którym zakazuje się wszystkiego bo mogą sobie zrobić krzywdę. Zabawne jest to, kiedy słyszę, że marihuana nie może być legalna bo Polska stanie się kłębowiskiem dymu. Wszyscy Polacy rzucą się na narkotyki po to, żeby palić, palić i palić. Tego typu myśli może zrodzić tylko pełny nienawiści do ludzi i świata umysł.

Dodam tylko, że sam nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek używek. Nie palę papierosów, nie piję alkoholu, nigdy nie paliłem trawki. O „cięższych” rzeczach nie muszę chyba wspominać, że widziałem je tylko w filmach. W życiu nie sięgnąłbym też po marihuanę, bo do tej pory nie była mi do niczego potrzebna. Sytuacja się niestety zmieniła po 4 latach chorowania, sraczek i bólu. Chciałbym mieć chociaż możliwość spróbowania leków na bazie marihuany, legalnie, pod okiem lekarzy. Istnieje duża szansa, że przyniosłaby ona chociaż trochę ulgi, m.in. ze względu na swoje rozkurczowe właściwości. Do tego dochodzą jeszcze właściwości immunomodulujące, które u chorych na chorobę Crohna potrafią indukować remisję bez znaczących skutków ubocznych. Czy trzeba jeszcze jakąś rekomendację, żeby umożliwić poważne stosowanie marihuany w lecznictwie? Wydaje mi się, że każdy uratowany przed skalpelem centymetr układu pokarmowego wart jest otworzenia umysłu i poszukania rozwiązań tam, gdzie większość ludzi buduje mur z przekonań i własnych oporów.

Opublikowano Ogólne | Skomentuj