Nowotwór Złośliwy Jądra – Część V, COI 2

Jestem po drugiej wizycie w Centrum Onkologii w Gliwicach. No, tym razem nie mam już zbyt dobrych wieści. Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem, że nie można nic planować ani cieszyć się na zapas.

Czytaj dalej

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | Skomentuj

Nowotwór Złośliwy Jądra – Część IV, COI

To już czwarta odsłona mojego jądrowego wątku. Od ostatniego razu trochę się wydarzyło dlatego postaram się spisać wszystkie wnioski. Ten post może być rekordowych rozmiarów ale jako jeden z nielicznych będzie miał w sobie nieco więcej pozytywnego przekazu niż zazwyczaj.

Czytaj dalej

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | Skomentuj

Nowotwór Złośliwy Jądra – Część III, histopat i tomograf

Kolejna aktualizacja mojego radosnego, jądrowego wątku. Przez ostatni czas nieco więcej się wyjaśniło dlatego chciałem się pochwalić tym, co udało mi się wyhodować między nogami.

Czytaj dalej

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | 3 komentarze

Nowotwór Złośliwy Jądra – Część II, krwiak

Miało by łatwo i przyjemnie, a jak zwykle nie obyło się bez problemów. Dopiero wczoraj pozbyłem się wszystkich szwów ponieważ w ranie zrobił się krwiak? Na wizycie w szpitalu w zeszłym tygodniu zdjęto mi tylko co drugi szew i wyciśnięto pozostałości krwi z rany. No, to zdecydowanie nie było nic fajnego bo tylko moje ćwiczone IBSem tytanowe zwieracze uchroniły szpitalną kozetkę od zmiany barwy na jasno brązową… Teraz już rana wygląda znośnie, opatrunki jeszcze przez jakiś czas muszę wymieniać, wszystko psikając Octeniseptem. Do tego muszę dojeść antybiotyk, który chyba nie jest zbyt mile widziany przez moje jelita.

Zrobiłem również świeże markery, beta-HCG jest już prawie w normie chociaż spada zbyt wolno. Mam nadzieję, że niebawem wszystkie trzy markery będą już w normie.

Umówiłem się również na wizytę u polecanego profesora onkologa. Mam wrażenie, że żyję w małym matrixie i że cała ta sprawa wcale mnie nie dotyczy. Czuję jednak chłodny oddech na plecach tych wszystkich decyzji, które niebawem trzeba będzie podjąć: który szpital wybrać? Co z moim biednym stażem? Co z bankiem nasienia?

Niby fajnie bo ten typ nowotworu da się wyleczyć całkowicie, chociaż ciągle z tyłu głowy mam świadomość, że czas ucieka i wcale nie jest powiedziane, że tego czasu będę miał jeszcze dużo. Jeśli tym razem szczęście mi nie dopisze to może nie być zbyt zabawnie.

A z ciekawostek, zbadałem sobie poziom testosteronu. Parafrazując pewnego klasyka: szkoda w ogóle strzępić ryja…

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | 4 komentarze

Nowotwór Złośliwy Jądra – Część I, operacja

Parę dni temu wróciłem ze szpitala do domu. Diagnoza została potwierdzona, w międzyczasie nieco się doszkoliłem w temacie więc postanowiłem, że coś na ten temat napiszę. Opiszę też pokrótce jak wyglądał mój pobyt w szpitalu oraz operacja.

Jak sugeruje tytuł posta, dopadł mnie nowotwór złośliwy jądra (NZJ). Temat do tej pory kompletnie abstrakcyjny  i egzotyczny, dotykający równie wstydliwej materii co zapalenia jelit czy IBS. No ale stało się, teraz już odwrotu nie ma. Nie chcę przepisywać Internetu na mojego bloga także jeśli ktoś potrzebuje dokładnych informacji na temat tej choroby, odsyłam tutaj: rjforum.pl. Na tym forum można znaleźć absolutnie wszystkie informacje, które mogą okazać się przydatne dla osób, które zachorowały na NZJ (o ironio, skrót ten sam co dla nieswoistych zapaleń jelit).

Pierwszym etapem leczenia jest niestety orchidektomia czyli chirurgiczne usunięcie zajętego przez nowotwór jądra. W niedzielę 12.02 zostałem więc przyjęty na oddział urologiczny. Tegoż dnia pozwolono mi zjeść tylko zupę na obiad i od tego czasu mogłem już spożywać tylko płyny. Od godziny 22 tego dnia należało już być całkowicie na czczo aż do samej operacji. Następnego dnia o godzinie 12 jechałem już na salę operacyjną. Sam zabieg przeprowadzany jest zazwyczaj w znieczuleniu podpajęczynówkowym (blokada od pasa w dół) ale ja z racji obciążenia innymi chorobami miałem zabieg w pełnej narkozie. I to właśnie ta narkoza to była najprzyjemniejsza część całego pobytu w szpitalu. Spałem jak małe dziecko w trakcie zabiegu, zaś po przebudzeniu byłem przez kilka godzin całkowicie zamroczony, majaczyłem i sam niewiele pamiętam z tego co się działo. Zabieg trwał nieco ponad godzinę i przebieg bez żadnych komplikacji.

Do domu zostałem wypisane 2 dni po zabiegu. Cięcie w pachwinie ma może 7-8 cm ale boli jak jasna cholera, tym bardziej, że znajduje się ono prawie na samym zgięciu więc każdy ruch nogą powoduje ból. Na szczęście ludzkość wymyśliła już środki, które potrafią i na to pomóc.

Póki co głównie wyleguję się w łóżku próbując nie myśleć o niczym. Pierwszy i najprzyjemniejszy etap leczenia jest już za mną. Teraz trzeba regularnie badać markery nowotworowe (beta-HCG, AFP i LDH) i czekać na wynik badania histopatologicznego. Kiedy wynik do mnie dotrze, zacznie się dalsze leczenie, już na oddziale onkologicznym gdzie w zależności od tego co sobie między nogami wyhodowałem, czeka mnie radio i/lub chemioterapia plus ewentualne kolejne operacje.

Jedynym pocieszeniem w tej całej sytuacji jest to, że rak jądra jest jednym z nielicznych, które dobrze poddają się leczeniu i nawet w zaawansowanym stadium choroby możliwe jest całkowite wyleczenie. Dużo zależy tutaj od doświadczenia i umiejętności lekarzy.

Nie będę ukrywać, że choć staram się o niczym nie myśleć to trochę mi przykro, że znowu wyskoczył mi jakiś problem, kompletnie z kosmosu, który wszystkie moje plany wywrócił do góry nogami. Boję się też co będzie dalej.

Cieszy mnie też to, że choć całe moje życie mieści się na małym pendrivie za 20 zł to udało mi się „zdobyć” życzliwych mi ludzi, którzy w tej niezbyt zabawnej sytuacji pomagają mi nie strzelić sobie w łeb przedwcześnie.

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | 2 komentarze