ZJD – kolejne wnioski

Jakiś czas temu wspominałem, że rozpocząłem testy kapsułek z olejkiem miętowym. Opakowanie kapsułek opróżniłem już jakiś czas temu ale nie miałem kiedy napisać o tym chociaż dwóch zdań.

Efekt działania? Żaden. Wręcz nawet powiedziałbym, że było gorzej. Jedyny, faktycznie odczuwalny efekt był taki, że po połknięciu kapsułek odbijało mi się miętą (pomimo tego, że kapsułki były niby dojelitowe). Dodatkowo czułem w trzewiach „pieczenie”. Nic przyjemnego.

Spróbowałem również kolejnego podejścia do ondansetronu. Również bez dobrych efektów. Zapierać, zapiera ale nie likwiduje wszystkich innych objawów. Porażka. Tym sposobem nie ma już czego testować ani gdzie szukać nadziei.

Wkurza mnie to wszystko podwójnie. Największy dyskomfort powoduje u mnie świadomość, że gdyby nie te wszystkie przygody jelitowo-jądrowe, mógłbym pracować dwa razy więcej, ćwiczyć dwa razy ciężej i korzystać z życia ile tylko wlezie. A, zapomniałbym. 5kg w plecy w ciągu ostatnich 2 miesięcy.

Jak żyć?

Opublikowano Zespół Jelita Drażliwego | Skomentuj

NZJ – część XIII

Kolejna część mojego jądrowego wątku. 21 sierpnia miałem okazję udać się na kolejną wizytę kontrolną do COI w Gliwicach.

W wielkim skrócie – po wejściu do gabinetu lekarz był totalnie nieprzygotowany i po przegrzebaniu papierów stwierdził, że wyniki mojego TK jeszcze nie dotarły. Zbadał mi drugie jajko, sprawdził węzły chłonne na szyi po czym stwierdził, że trzeba czekać na opis TK, a to z kolei może potrwać godzinę lub nawet 3. Tym sposobem, wizyta w poradni ustalona na godzinę 9 przeciągnęła się do godziny 13. Wyniki odebrałem.

Tomografia całego tułowia wyszła czysta. Sporych wrażeń dostarczyły mi zaś wyniki markerów. LDH ponad 340 (norma do 220), bHCG na poziomie 1.8 (norma do 5) sprawiły, że moje ciśnienie jeszcze bardziej się podniosło. Co ciekawe, kiedy już opis TK się pojawił w szpitalnym systemie, lekarz nawet nie zaprosił mnie do gabinetu żeby powiedzieć co dalej. Po prostu dostałem papiery do ręki i tyle. Żadnego komentarza w związku z markerami.

Badania krwi wykonałem ponownie w sobotę i tutaj już LDH było w normie (177), zaś bHCG wyniosło 1.7. Czyli to przekroczenie, dosyć spore zresztą, normy przez LDH było spowodowane jakimś innym czynnikiem. Ale co jeśli byłby to objaw czegoś niepokojącego? Lekarz olał, może ja w sumie też powinienem.

Najbardziej jednak martwi mnie ten stale rosnący poziom bHCG. Wprawdzie jeszcze mieszczę się w normie ale czerwona kreska zaczyna się niebezpiecznie zbliżać. Jeśli któregoś dnia normę przekroczę będzie to sygnał, że pora na poważnie stawić się na oddziale onkologii. Wtedy jednak przeniosę się do innego szpitala…

Jeśli bHCG przekroczy górną granicę to, jak wspomniałem, będą dwie opcje. Albo jest to mój naturalny stan, reakcja organizmu na ubytek testosteronu lub pojawienie się przerzutów. Tylko gdzie niby te przerzuty miałyby się umiejscowić skoro na chwilę obecną TK całego tułowia jest czyste?

Kolejna kontrola w połowie grudnia. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że cała ta przygoda z onkologią będzie mnie tyle nerwów kosztować.

Na chwilę obecną mogę jednak uznać, że jestem czysty. Mogę zatem przeznaczyć wszystkie moje siły na jedyne co mam – pracę.

Opublikowano Nowotwory złośliwe jądra | Skomentuj

Obserwacja i promieniowanie

Jestem po kolejnej serii badań kontrolnych i z niecierpliwością oczekuję wizyty u lekarza, gdzie wyniki tych badań zostaną mi objawione. W międzyczasie naszła mnie pewna refleksja dotycząca tego, czy takie regularne naświetlanie się tomografem nie jest czasem zbyt niebezpieczne. Wszak obserwacja trwa 5 lat i obejmuje 8 serii badań obrazowych (pierwsza seria wykonywana jeszcze w trakcie stawiania ostatecznej diagnozy i stagingu oraz 7 wynikających ze standardów obserwacji) w których skład wchodzić muszą: tomograf jamy brzusznej i miednicy mniejszej + tomograf klatki piersiowej lub RTG klatki jeśli nie ma wskazań to wykonania TK tej części ciała.

Matematyka jest nieubłagana. Poszukując informacji na temat wpływu promieniowania przyjmowanego w trakcie badań diagnostycznych można natknąć się na sprzeczne informacje. Raz, że ilość przyjętego promieniowania zależna jest od wielu czynników, a dwa, że chyba nie udało się ostatecznie ustalić jakie mogą być dalekosiężne skutki ekspozycji na nadmierne promieniowanie. Po przeczytaniu pozycji wyliczonych poniżej:

  1. http://www.forumpediatryczne.pl/artykul/ryzyko-zwiazane-z-promieniowaniem-jonizujacym-przy-badaniu-tk-u-dzieci/5646
  2. https://www.podyplomie.pl/publish/system/articles/pdfarticles/000/009/391/original/88-92.pdf?1470304137
  3. http://ncbj.edu.pl/zasoby/wyklady/ld_podst_fiz_med_nukl-01/med_nukl_05_v4.pdf

Można dojść do następujących wniosków:

  • średnia dawka promieniowania przyjmowana przez każdego w ciągu roku wynosi 2.5-3mSv
  • przyjmowana dawka promieniowania w trakcie TK z użyciem kontrastu powinna być pomnożona przez dwa z powodu dwukrotnego prześwietlenia, z i bez kontrastu
  • „przybliżone” dawki promieniowania dla TK jamy brzusznej i miednicy mniejszej to 20mSv, TK klatki piersiowej to kolejne 10mSv, pojedyncze RTG jest w zasadzie pomijalne

Stąd wracając do wspomnianych wcześniej 8 serii badań, przy założeniu, że TK klatki zostanie zastąpione zwykłym prześwietleniem, całkowita dawka promieniowania przyjęta z samych badań obrazowych, tylko z okazji choroby nowotworowej wynosi przynajmniej 160mSv. Jest to dawka odpowiadająca 64 latom promieniowania tła. Robi wrażenie 😀

Rachunki wyglądają jednak dużo bardziej dramatycznie jeśli dorzuci się ten nieszczęsny tomograf klatki piersiowej + ewentualne, dodatkowe badania jak PET-CT.

Na RJForum również ta kwestia była wielokrotnie poruszana. Biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony choroby nowotworowej lub też uciążliwość samej operacji, a potem dalszego leczenia, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zastanawiał się nad tym czy piąty z kolei tomograf nie spowoduje u chorego kolejnego nowotworu za lat 10 czy 20.

Niemniej samo zagadnienie wydaje mi się ciekawe i jak widać mądre głowy się tym stale zajmują chcąc ocenić ryzyko wynikające na ekspozycję na dodatkowe promieniowanie. Jak widać, trwają również prace nad usprawnieniem sprzętu i samych metod badań tak by maksymalnie ograniczyć szkodliwy wpływ promieniowania.

Opublikowano Diagnostyka, Nowotwory złośliwe jądra | Skomentuj

Wyjazd do Warszawy

W zeszły piątek miałem niebywałą okazję udać się do Warszawy. Wydarzenie niespecjalnie unikalne ale z mojej perspektywy było to dosyć ciekawe i nieco przygnębiające doświadczenie dlatego też postanowiłem się tym podzielić i przy okazji nieco pożalić.

Czytaj dalej

Opublikowano Dygresyjnie | Skomentuj

Dodatkowe metody leczenia Zespołu jelita drażliwego

Dawno mnie tu nie było więc pora wreszcie coś napisać. Powraca temat leczenia jelit bo i z moimi jelitami znowu jest gorzej. W przerwie między wizytami w centrum onkologii postanowiłem powrócić do tematu, który poruszyć miałem już dawno temu.

Dawno, dawno temu trafiło mi w ręce fajne opracowanie: Medication Management of Irritable Bowel Syndrome z którym również polecam się zapoznać. W ramach tej publikacji zebrano informacje o skuteczności przeróżnych leków w poskramianiu objawów zespołu jelita drażliwego. Nie chcę streszczać całości tutaj, lepiej przeczytać samemu u źródła. Warto jednak nadmienić, że wśród leków, które okazują się być pomocne w leczeniu tej choroby można znaleźć takie pozycje jak:

  • rifaksyminę (Xifaxan)
  • olejek z mięty pieprzowej
  • SSRI (np. amitryptylinę)
  • pregabalinę/gabapentynę

Jest zatem w czym wybierać, szczególnie jeśli nic innego nie pomaga. Ja sam mam jeszcze zaległy test Colilenu IBS. W międzyczasie planuję udać się mojego gastrologa w celu wybłagania recepty na ondansetron, a jak dobrze pójdzie to zaopatrzę się w gabapentynę. Moje jelita ostatnio rozhulały się do reszty i gdyby nie loperamid to miałbym problem żeby w ogóle do pracy dojechać.

Ech, to życie byłoby dużo przyjemniejsze gdyby nie te przygody z jelitami. A na samą myśl o tym, że o hamburgerze czy pizzy mogę zapomnieć robi mi się słabo.

Opublikowano Zespół Jelita Drażliwego | 8 komentarzy