Żegnaj.

Nadszedł czas ostatecznego rozstania. Nieco ponad tydzień temu jeszcze czułem, że wszystko skończy się dobrze, że po największym kryzysie przyjdzie lepszy czas, rany się zagoją, a choroba zostanie tylko przykrym wspomnieniem.

Byłem dzisiaj dosłownie na wyciągnięcie ręki od Niej. Tym razem jednak czułem tylko ból i tęsknotę wiedząc, że to co było już nie wróci. Nie widziałem już Jej promiennego uśmiechu, nie słyszałem delikatnego głosu. W głowie dzwonił mi tylko strach i poczucie straty, której nie zrekompensuje nic.

Wczoraj w nocy otrzymałem telefon od Jej Mamy. W słuchawce usłyszałem wiele ciepłych i dodających otuchy słów. Padło również „dziękuję”, za to, że przez ostatnie miesiące byłem blisko Niej, starając się pomóc Jej znosić te wszystkie przykrości. Boże. Jeśli Ona choć raz się z mojego powodu uśmiechnęła, jeśli chociaż raz udało Jej się zapomnieć o chorobie dzięki temu, że zawracałem Jej głowę… To czuję spełnienie. Jedyne na czym mi zależało to to, żeby była zdrowa, żeby wreszcie życie zaczęło się układać tak jak należy. Żeby wiedziała, że może na mnie liczyć i że jestem Jej wsparciem. Tak jak i ja mogłem liczyć na Jej zrozumienie, ciepłe słowa i serdeczny uśmiech.

Ciężko mi opisać stan w którym się obecnie znajduję. Nigdy wcześniej nie spotkałem bratniej duszy, od której wymagałbym tylko jednego: żeby była. Ostatnie 4 miesiące były bez wątpienia najcudowniejszym okresem w moim życiu pomimo tego, że wszystko się zawaliło.

Nie pozostaje mi nic innego jak napisać ostatni raz: Dziękuję. Za wspólne rozmowy, wspólną walkę, za wspólne droczenie się i ogrom uśmiechu, który potrafił przebić się przez cały ból i strach spowodowany chorobą. Byłaś cudowna. Nigdy Cię nie zapomnę, Bejbe.

Żegnaj.

Tęsknię.

O Jarosław

Malkontent i gbur. Egoista, introwertyk i buc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *