Piątek 13-go

Nie wierzę w przesądy, ani żadne zabobony. W zasadzie w nic nie wierzę bo nie ma ku temu większych powodów, a już tym bardziej w to, że piątek 13-go może być jakimś wyróżniającym się dniem. Chciałbym kiedyś powiedzieć, że wierzę w siebie ale to chyba w tym wcieleniu jest nie do zrobienia. Aaa, przecież innych wcieleń nie ma więc to w sumie przegrana sprawa.

W zeszły piątek byłem w zespole orzekania o niepełnosprawności. Stare orzeczenie wygasło więc nadeszła pora na odnowienie tego papierka. Oczywiście nie obyło się bez mnóstwa problemów takich jak to, że nie dostałem w terminie powiadomienia o niekompletności dokumentacji medycznej (jak to dobrze, że państwowa Poczta Polska jest taka rzetelna). Ze zdobyciem potwierdzonych kopii kartotek lekarskich również były problemy ale ostatecznie udało mi się skompletować całą makulaturę. Termin komisji: 13.11.2015 r. o godzinie 15:30. Jak się potem okazało, godzina 15:30 jest w okolicach 18 ale to w sumie żaden problem…

Lekarz, który przeprowadzał badanie (specjalista chorób wewnętrznych) sprawiał wrażenie jakby zespół Guillain-Barre to nie była choroba układu nerwowego tylko francuska kapela jazzrockowa. Ostatecznie jednak wszystkie formalności udało się załatwić w miarę sprawnie.

W trakcie oczekiwania na moją kolej wydarzyło się jednak coś co wydało mi się godne odnotowania. Poczekalnia była pełna ludzi, którzy rzeczywiście nie czekali w kolejce bez powodu. W skład tego tłumu wchodził też pewien pan w okolicach czterdziestki. Był wychudzony i wyglądał na mocno przejętego. Jako jeden z nielicznych się przywitał wchodząc do poczekalni i kulturalnie pytał o zasady przyjmowania pacjentów. Jako, że byłem ostatni, a ów pan był przede mną, kiedy nadeszła jego pora, w poczekalni nie było już nikogo. Wyszedł z gabinetu i podszedł do mnie, co początkowo mnie dosyć mocno onieśmieliło. Nie potrafię przytoczyć dokładnych jego słów ale powiedział coś co spowodowało, że chyba jeszcze długo będę miał tę historię przed oczami. Powiedział, że na 100% uda mu się dostać zasiłek bo z kasą u niego krucho. Przyznał się, że choruje na raka przełyku i niebawem czeka go wizyta na gliwickiej onkologii. Jest jednak dobrej myśli bo ma dla kogo walczyć, a on sam nigdy się nie poddaje. Niedawno urodziła mu się córeczka więc dla niej chce pokonać chorobę i wie, że mu się uda. To co mnie najbardziej uderzyło w tym co mówił to to, że był tym tak przejęty, że aż miałem ciarki na plecach. Po wszystkim podał mi rękę oraz życzył zdrowia i powodzenia we wszystkim. Życzyłem mu również wszystkiego dobrego choć w duchu czułem, że moje życzenia w starciu z matką naturą mogą być zbyt słabe. Niemniej jednak, z całego serca życzę temu panu niezmierzonych pokładów siły i zdrowia.

Mam wrażenie, że im jestem starszy tym mniej odporny na wszelkie tego typu historie.

Kolejną sprawą, która spowodowała, że na chwilę w moich żyłach krew się zatrzymała była wieść o zamachach w Paryżu. Nie będę się jednak rozwodzić nad całym tym politycznym gównem, które stoi u źródła problemów z terroryzmem. Przeraziły mnie filmy oraz zdjęcia z miejsc ataków i przeszła mi przez głowę tylko jedna myśl. Jak to jest, że w XXI wieku, kiedy ludzki umysł dokonuje fantastycznych odkryć, kiedy zakumulowana wiedza i kapitał dają człowiekowi niespotykane wcześniej możliwości do rozwoju i szczęśliwego życia, nadal po świecie chodzą osoby dla których życie i zdrowie ludzkie nie ma żadnej wartości. Jak bardzo wyprany z uczuć i wyobraźni musi być ludzki umysł by w imię ideologii, niezgodności poglądów czy innych „abstrakcyjnych” konstrukcji był on zdolny zadawać niewinnym ludziom ból. Jak to jest, że kiedy ludzkość gnębi tyle nierozwiązanych problemów, nadal pojawiają się ludzie, którzy dokładają kolejnych marnując ludzkie życia i ich dorobek.

Do tego dochodzi jeszcze kilka niemiłych wieści z mojego małego świata, które właśnie w piątek się ujawniły. Kończę jednak to przydługie zanudzanie bo gadaniem niczego nie zmienię.

Czeka mnie też nieco dłuższy zdrowotny update bo trochę się nowinek nazbierało.

A na koniec życzę wszystkim Czytelnikom jak najwięcej siły i nienagannego zdrowia!

Informacje o Jarosław

Malkontent i gbur. Egoista, introwertyk i buc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *