Zdrowotny update, część III

Wczoraj miałem okazję odbyć wizytę u nowej Pani doktor. Wrażenia mam nawet dobre, chociaż widać było, że Pani doktor nie podoba się to, że niby jestem pod opieką innych lekarzy, a przychodzę do niej. Przejrzała wszystkie wyniki, wizyta trwała chyba z godzinę.

Ostateczne wnioski nie są zbyt optymistyczne. Pani doktor twierdzi, że NZJ nie mam, na moje twierdzenia, że zdarza się załatwiać śluzem z domieszką krwi nie powiedziała nic. Stwierdziła, że jestem przebadany już w 100% i ona sama nic więcej już nie wymyśli. Skoro brałem już wszystkie leki, to nie ma już dla mnie za bardzo pomocy. Taka moja uroda.

Po wizycie odbyłem również poważną rozmowę z rodzicami. Wnioski są dosyć proste. Jestem symulantem i chorym psychicznie człowiekiem bo wszystkie dolegliwości to wina stresu i innych psychologicznych czynników. Padło nawet stwierdzenie, że stres mógł spowodować u mnie GBSa. Oczywiście można pójść dalej i stwierdzić, że wszystkie moje problemy zdrowotne spowodowane są jakimiś niezaspokojonymi, erotycznymi fantazjami i tym, że w szkole mnie gnębiono kiedy miałem 5 lat. No i jeszcze to, że nie wierzę w to, że jestem zdrowy powoduje, że mam objawy. Pani doktor też sugerowała, że to wszystko może być wina stresu i nastawienia.

Doszedłem już do takiego etapu w życiu, że nawet na tak absurdalne teorie nie reaguję w żaden sposób. Tak bardzo mam w nosie to, że ktoś próbuje ze mnie na siłę zrobić wariata, że nawet nie próbuję dyskutować. Zastanawiam się nad tym, żeby zaspokoić żądania otoczenia i dać się zamknąć w jakimś szpitalu psychiatrycznym i tam niech wyłączą mi mózg w jakiś cudowny, chemiczny sposób. Jest mi już wszystko jedno. Wychodzi na to, że tak bardzo mi się nudzi w życiu, że wybrałem sobie etat przewlekle chorego bo przecież badania endoskopowe są takie fajne.

Pani doktor powiedziała, żeby spróbować jeszcze Vivomixxu: LINK, który jest w zasadzie jedynym sensownym probiotykiem na rynku. Nie wierzę, żeby to miało mi w jakikolwiek sposób pomóc ale zdecydowałem, że spróbuję. Tym bardziej, że dla członków J-elity dostępny jest pakiet startowy w obniżonej cenie.

Mija kolejny dzień stosowania SSRI. Nie widzę żadnej różnicy. Wszystko jak krew w piach.

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Dieta rozdzielna – tydzień I

Dieta rozdzielna to kolejny wynalazek, który zdecydowałem się przetestować. Dziś mija tydzień odkąd wcieliłem ją w życie więc myślę, że to dobry moment na małe podsumowanie.

Dietę ocenić mogę jak na razie bardzo pozytywnie. Fakt, że nie można pewnych pokarmów łączyć wymusza od razu dokładniejszą analizę tego co wkłada się do ust. Jednocześnie brak ograniczeń ilościowych powoduje, że nie przymiera się głodem. Dodatkowo ustaje chęć podjadania bo świadomość przesunięcia w czasie kolejnego posiłku powoduje, że wolę odmówić sobie czegoś małego na rzecz posiłku za godzinę lub dwie. Dietę będę kontynuował bo częściowo wróciłem do dobrych nawyków żywieniowych i myślę, że jest to dobra droga.

Wydarzyło się jednak coś niepokojącego. W piątek w zeszłym tygodniu nie byłem w toalecie przez cały dzień. W sobotę jednak już musiałem iść i niestety w toalecie widziałem sporo śluzu i krew. Dawno jej już nie widziałem. Tym razem śluzu i krwi była rekordowa jak na mnie ilość. Czy to nadal IBS?

Nie ma to jednak większego związku z dietą. W środę czeka mnie wreszcie wizyta u pani doktor… Ciągle łudzę się, że to coś zmieni bo mam już dość życia w pobliżu toalety.

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Dieta rozdzielna – krótki wstęp.

Sam nie wierzę, że posuwam się do tak skrajnych metod poszukiwania rozwiązania moich problemów jelitowych. O diecie rozdzielnej (dieta Hay’a) słyszałem już dawno, z ust osób, które usiłowały zgubić nadmiarowe kilogramy. Wydawało mi się to wtedy tak bezsensownym pomysłem, że nie miałem ochoty na dalsze zgłębianie tematu. Nadal, gdziekolwiek by nie szukać informacji w Internecie, diety rozdzielne (wariantów jest dosyć sporo, co jeden to „lepszy”) występują w roli diet odchudzających. Nadmiar kilogramów mnie nie dotyczy bo problemy jelitowe to chyba najszybszy sposób na schudnięcie.

Temat diety rozdzielnej przypomniał mi się przy jakiejś okazji i tym razem było wspomniane o jej prozdrowotnych właściwościach. Trochę wgryzłem się w temat i żeby nie popadać w jakąś paranoję, przyswoiłem na razie tylko same „podstawy”. Podstawy te mówią o tym, że nie należy mieszać ze sobą pewnych składników pokarmowych gdyż reakcje wchodzące w proces ich trawienia może się wzajemnie zaburzać i doprowadzać np. do niecałkowitego trawienia i nieprzyswajania składników odżywczych. Należy więc rozdzielić pokarmy białkowe od węglowodanowych, co ma usprawnić procesy trawienne. Dozwolone są kombinacje pokarmów węglowodanowo-tłuszczowych i białkowo-tłuszczowych. Znalazłem też gdzieś jakieś inne podziały uwzględniające kwasowość pokarmów ale to już chyba przesada.

Oczywiście można znaleźć wiele negatywnych opinii mówiących chociażby, że to nie ma sensu bo żołądek nie ma przecież przegródek, że i tak wszystko się miesza itd. Wystarczy jednak 5 minut zastanowienia, żeby wiedzieć, że przecież proces trawienia jest rozciągnięty w czasie (i przestrzeni bo przecież pokarm nieustannie wędruje w układzie pokarmowym). To, że pewne reakcje chemiczne zachodzą w określonych warunkach (np. przy odpowiedniej kwasowości) chyba nie ulega wątpliwościom. Wystarczy więc zachowanie odpowiednich odstępów (ja planuję jakieś 3-4 h) pomiędzy posiłkami, aby mieć chociaż cień pewności, że trawienie miało odpowiednio dużo czasu na zrobienie „roboty”.

Jakby się tak chwilę zastanowić to właśnie diety w stylu SCD czy Paleo, „niechcący” implementują koncepcję niemieszania białek z węglowodanami.

Ostatecznie postanowiłem spróbować i od dwóch dni pilnuję mocno kombinacji posiłków. Początkowy etap diety zamierzam zrealizować tylko poprzez rozdzielenie zakazanych pokarmów, bez zmiany dotychczasowych nawyków, również tych złych. Po jakimś czasie będę w stanie stwierdzić, czy rozdzielenie pokarmów coś daje, a jeśli daje to czy na tyle dużo, żeby kombinować dalej. Póki co stwierdzam, że samo pilnowanie kombinacji składników w posiłkach jest dosyć proste i nie ma żadnej mowy o przymieraniu głodem. Nie zamierzam jeść mało, bo nie chcę zgubić żadnego kilograma, który przydać się może na gorsze czasy. Zobaczymy. O efektach oczywiście napiszę, bo może znajdzie się ktoś kogo to interesuje. Pozdrawiam!

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Wiadro żółci.

Mam dziwne poczucie, że mój skromny blog ma coraz cieńszą warstwę merytoryczną i cały ten interes zaczyna się zwijać w kłębek. Ostatnio nawet nie mam ochoty śledzić tych wszystkich medycznych nowinek, a i chyba pomysły mi się skończyły na jakąś sensowną treść. Pozwolę sobie zatem kontynuować ten zniżkowy trend i dorzucę do tego kolejny post, głównie z moimi żalami. Pora więc na małe wiadro żółci. Jeśli zatem ktoś nie jest zainteresowany czytaniem kolejnego wyziewu mojego rozgoryczenia, polecam nie czytać dalej!

Czytaj dalej

Opublikowano Ogólne | Skomentuj

Kolejne testy, tym razem SSRI

I nadszedł czas, że kolejny raz załamuję ręce i stwierdzam, że wezmę. Wezmę byle co, byle chociaż trochę pomogło. Ostatnio raz taki opór miałem kiedy wisiała nade mną wizja sterydów. Może nieco przesadzam bo przecież SSRI to dużo lżejszy kaliber jednak do kategorii „cukierków” bym ich nie zaliczył.

Jestem po wizycie u psychiatry. Z racji iż tianeptyna działa jak 1-2 dawki loperamidu, przyszła pora na wrzucenie czegoś mocniejszego. Na razie jest to 10 mg paroksetyny. Za miesiąc z hakiem kontrola czy żyję. Rozbawiła mnie ulotka do tego leku. Po rozłożeniu zajmuje mniej więcej tyle miejsca ile średniej wielkości mapa. Skutków ubocznych tyle, że można się za głowę złapać. No ale też skuteczność tego SSRI jest jakoś tam udowodniona… Mam nadzieję, że to chociaż trochę zniweluje te koszmarne bóle.

Swoją drogą, jak lekarz usłyszał, że przebyłem zespół Guillain-Barre to zrobił wielkie oczy i aż się skrzywił. Ja też się krzywię na samo wspomnienie tego horroru.

Opublikowano Ogólne | Skomentuj